KATOWICE

Źle zrobiona autonomia

Ulicami Katowic przeszedł przedwczoraj – w sobotę – Marsz Autonomii. I choć ilość uczestników była spora, to łatwo odnieść wrażenie, że ruch śląski jest w dołku.

Jeszcze dekadę temu Ruch Autonomii Śląska był liczącą się organizacją na lokalnej scenie politycznej. zdobył 8,49% głosów w wyborach do sejmiku województwa śląskiego miał tam czterech radnych. Razem z Platformą Obywatelską w koalicji rządził regionem. Sam Jerzy Gorzelik był członkiem zarządu województwa śląskiego.

Wszystko zmieniło się w roku 2018, kiedy autonomiści wystartowali w kolejnych wyborach pod mało rozpoznawalnym szyldem Śląskiej Partii Regionalnej. Przyszła sromotna klęska, choć wiele osób ostrzegało przed takim – dość prawdopodobnym – scenariuszem. Okazało się, że ich obawy były słuszne.

Były słuszne, ale nie były słyszane – mówi nasz informator, były członek władz RAŚ – ponieważ Jorg Gorzelik w odpowiednim czasie zdążył się pozbyć wszystkich, którzy nie zgadzali się z jego wizją Ruchu. Innymi słowy: kto mu nie kadził, kto mu nie mówił, jak pan przewodniczący „słusznie postąpił i zasadnie uczynił” – ten w wierchuszce RAŚ nie miał czego szukać.

I tak z Ruchu usunięty został najpierw jego założyciel – Rudolf Kołodziejczyk. Później posypały się głowy znanych twarzy, które albo były lokomotywami wyborczymi, albo bardzo użytecznymi działaczami. Mowa o takich postaciach jak satyryk i scenarzysta Marian Makula, pisarz i dziennikarz Dariusz Dyrda, rudzki lider Leon Swaczyna czy niezwykle aktywny plastyk Ingemar Klos z podgliwickiej Żernicy.

To byli ludzie-legendy. Zmarły rok temu Darek Dyrda wywindował naszą gazetę – „Jaskółkę śląską” na szczyt. Pozbycie się osób takiego formatu to polityczne samobójstwo organizacji.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Wyborczy wynik z roku 2018 okazał się jak wiadomo porażką, ale wnioski zaczęto wyciągać dopiero teraz i chyba nie takie jak trzeba.

Śląski ruch regionalny, chcąc utrzymać się w grze, ma dwie teoretyczne możliwości. Pierwsza to przyjąć formułę funkcjonowania ogólnopolskich ugrupowań, co w obliczu braku subwencji na poziomie wojewódzkim czy lokalnym wydaje się nierealne. Druga to utrzymać wysoką zdolność mobilizowania ochotników, gotowych angażować swój wolny czas i środki bez perspektywy finansowego czy zawodowego sukcesu – mówi Gorzelik.

Tyle że Ruch chyba na razie takiej „wysokiej zdolności” nie ma i trudno przypuszczać, by pod wodzą Gorzelika jeszcze ją odzyskał. Ponadto RAŚ w ostatniej dekadzie skręcił „w lewo” stając się PiS à rebours i tłem dla takich osób jak Kazimierz Kutz czy Łukasz Kohut, co wśród tradycyjnych Ślązaków (szczególnie na południu regionu) natychmiast poskutkowało utratą poparcia. Czy to się do najbliższych wyborów zmieni? Odpowiedź na to pytanie poznamy za ponad rok.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button