RYBNIK

Rybniczanie uratowali dom przed pożarem

Małżeństwo z Rybnika spędzające wakacje w Brennej uratowało dobytek sąsiada przed doszczętnym spaleniem.

25. dzień lipca, upalny poniedziałek, na długo zapadnie w pamięć mieszkańcom ulicy Widokowej w Brennej. W większości są to osoby z przemysłowej części Śląska, którzy kupili domki letniskowe w Beskidach i tu spędzają czas wolny. Nie inaczej jest przypadku rybnickiego małżeństwa – Martyny i Dariusza – którzy podczas urlopu od kilkunastu już dni przebywają w swoim domu w Brennej. Po sąsiedzku dom letniskowy ma ich znajomy, którego na miejscu nie było.

Żona z dziećmi i ze szwagierką pojechała na dół, nad rzekę – opowiada Dariusz – a ja jeszcze zostałem w domku. Wybierałem się właśnie do nich, gdy usłyszałem dziwne odgłosy dobiegające od strony domu sąsiada. Tak jakby syczenie. Wyszedłem przed bramę, żeby sprawdzić, co się dzieje. Nagle zobaczyłem buchające płomienie, które sięgały już dachu! Nie myśląc wiele zadzwoniłem do Janusza, żeby go o wszystkim poinformować i zapytać, czy ma w garażu wąż. Ja na szczęście mam do jego garażu klucze, więc on dzwonił po straż pożarną, a ja pobiegłem po klucze i zacząłem gasić ogień.

Straż pożarna pojawiła się na miejscu po około kwadransie. Na miejscu – jak informuje nas oficer prasowy komendy powiatowej państwowej straży pożarnej w Cieszynie – pracowało 6 wozów strażackich i 29 strażaków.

Mnie się to wydawało wiecznością – mówi z przejęciem Dariusz – słyszałem syreny ochotniczej straży pożarnej z Brennej, ale ciągle nie mogłem się na nich doczekać. Zajmowało mnie gaszenie tych płomieni, a naprawdę było co gasić. Chyba byłem trochę w szoku, bo gdy straż pojawiła się na miejscu, to dwa razy musieli mi powiedzieć, że już mogę przestać gasić, że przejmują akcję.

W szoku czy nie, Dariusz może być z siebie dumny, bo gdyby nie on, to sytuacja mogłaby rzeczywiście wymknąć się spod kontroli, co w obliczu panującej suszy najprawdopodobniej zakończyłoby się tragicznie.

Niewiele brakowało – potwierdzają obecni na miejscu strażacy – a zapaliłby się sąsiedni dom i las. Straty byłyby olbrzymie. Gdyby nie sąsiad z wężem, to my już nie mielibyśmy czego gasić. Po prostu nie byłoby czego w okolicy zbierać. Sąsiad wisi Darkowi dożywotniego sobotniego grilla – dodają – dziękujemy, że oszczędził nam paskudnej roboty.

Dodatkowo Dariusz przytomnie odłączył zasilanie elektryczne budynku, a strażacy szybko i sprawnie sprawdzili dom kamerami termowizyjnymi. Na szczęście nikogo w środku nie było – powiedział nam cieszyński oficer prasowy Michał Pokrzywa.

Gdy mąż mi powiedział, że się pali, to myślałam, że to jakiś niewielki pożar. Okazało się, że niestety nie. Wróciwszy szybko do domu zdążyłam schować samochód, żeby nie blokował dojazdu, a na miejscu po chwili było sześć wozów bojowych – dodaje Martyna, żona Dariusza.

Mieszkańcy dodają, że są pełni szacunku do strażaków, którzy sprawnie i żwawo zabezpieczyli miejsce zdarzenia.

Działania rozpoczęły się o godzinie 16:47, zakończyły o 18:00. Na szczęście obyło się bez większych strat. Nadpaleniu uległo ok. 2 metrów kwadratowych belek – czytamy w oficjalnym komunikacie cieszyńskiej straży pożarnej.

Obyło się bez większych strat dzięki zimnej krwi obecnego na miejscu sąsiada. Takich sąsiadów życzymy każdemu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button