KATOWICE

Skandale na własne życzenie

Tolerowanie pedofilii i brak lustracji wewnętrznej – tak ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski definiuje główne problemy polskiego Kościoła katolickiego.

W wywiadzie dla miesięcznika Adeste znany z ciętego języka i dobrej argumentacji ks. Isakowicz-Zaleski po raz kolejny nie przebiera w słowach. Krytykuje hierarchów polskiego Kościoła zaznaczając jednocześnie, że szkoda mu szeregowych kapłanów.

Przede wszystkim hierarchowie powinni bić się we własne piersi. Ja nie raz się zastanawiam, co zrobić z konkretną sprawą. Do kogo napisać? Kto się tym zajmie? Nie ma takiej instytucji jak RPO w Kościele. Nie ma całkiem niezależnego organu. Każdy sąd biskupi podlega biskupowi. Pisanie do nuncjusza (zwłaszcza obecnego) to jest to samo, co pisz na Berdyczów. On się wieloma sprawami kompletnie nie interesuje. Pisanie do Watykanu? No była nadzieja, że to się zmieni. Ale od roku to znowu wszystko jest przyblokowane. Sytuacja jest naprawdę trudna. Najtrudniejsza jest, powtórzę raz jeszcze, sytuacja uczciwych kapłanów. Ciężko posługujących, skromnych, niepazernych, nie budujących willi.

Ksiądz Isakowicz-Zaleski wrócił także do tematu współpracy katowickiego arcybiskupa Wiktora Skworca z komunistyczną służbą bezpieczeństwa w latach 1979-1989.

Przypomnijmy: według ustaleń Adama Dziuroka z katowickiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej ówczesny prezbiter diecezji katowickiej – ks. Wiktor Skworc – został zatrzymany do kontroli drogowej, podczas której znaleziono nielegalnie zakupione artykuły spożywcze. Wiktor Skworc zgodził się na współpracę ze służbą bezpieczeństwa, choć do teraz konsekwentnie utrzymuje, że poinformował o wszystkim swojego przełożonego – ówczesnego ordynariusza biskupa Herberta Bednorza.

Nieco inaczej widzi tę sprawę ksiądz Zaleski:

Tajny współpracownik [Skworc] mówi, że robił to za porozumieniem biskupa. Biskup już nie żyje, nie ma jak tego sprawdzić. Ale druga sprawa to jest to, co jest realnie w aktach. W przypadku Wiktora Skworca są donosy na działacza „Solidarności” śp. Kazimierza Świtonia, ojca kilkorga dzieci. Więc to tłumaczenie jest, przepraszam za słowo, klituś-bajduś. Biskup Skworc się do tego nie przyznał i zaczął mówić dopiero, gdy miała ukazać się w roku 2007 moja książka „Księża wobec bezpieki”. Podniósł wtedy wielki raban. Niestety Gość Niedzielny, pismo katolickie, rzucił mu koło ratunkowe. Na łamach tej gazety zaczął się usprawiedliwiać, mówić, że „stąpał po cienkim lodzie”. On nie stąpał po cienkim lodzie. On był unurzany po szyję w tej przerębli zła. Słowa o cienkim lodzie to bajki.

Jednak według księdza Isakowicza-Zaleskiego to był dopiero początek błędów obecnego arcybiskupa Skworca. I znów kapłan nie przebiera w słowach:

Jego negatywne działanie się na tym nie skończyło. Pomimo agenturalnej przeszłości został biskupem w Tarnowie. A nie powinien być w ogóle biskupem. W Tarnowie była cała seria samobójstw kapłanów (na tle mobbingu) i tuszowanie pedofilii. W 2002 roku dowiedział się on od rodziców i nauczycieli jednej ze szkół, że jeden z księży molestuje małych chłopców (poniżej 15 roku życia). I co wtedy biskup tarnowski Wiktor Skworc zrobił? Zatuszował sprawę, a sprawcę wysłał na Ukrainę, gdzie ten dopuścił się kolejnych czynów.

Czy arcybiskup Skworc lub inni przedstawiciele episkopatu odniosą się jakkolwiek do tych słów? Można przypuszczać, że tak, ponieważ już niejednokrotnie krytykowali księdza Zaleskiego za „szukanie sensacji”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button