ŚWIĘTOCHŁOWICE

Na co chorują polskie miasta?

Betonoza to prawdziwa zmora polskich (i nie tylko) miast. Temat ten nie tyle ostatnio staje się modny, co po prostu aktualny. Tym bardziej, że jesteśmy w trakcie wielkiego wydarzenia jakim jest Światowe Forum Miejskie w Katowicach, gdzie pod lupę kładzie się właśnie los naszych małych ojczyzn. Temat betonowych miast przewija się tam wielokrotnie.

Kilka dni temu przywitaliśmy astronomiczne lato a wraz z nim pierwszą w tym roku falę upałów. Temperatura w niektórych częściach naszego kraju przekraczała nawet 33°C. O tym, że znoszenie takiego gorąca bywa ciężkie wiedzą w szczególności mieszkańcy większych miast. Całkowicie wybrukowane rynki i uliczki, gęsta zabudowa sprawiają, że nie sposób wytrzymać tam dłużej niż kilka minut. Ci, którzy mają taką możliwość szukają ochłody poza miastem –  przy zbiornikach wodnych, terenach leśnych czy kąpieliskach. Jednak nie wszyscy mogą sobie na to pozwolić, przez to są zmuszeni tkwić na tych rozgrzanych, betonowych patelniach.

W zeszłym roku Mikołaj Siemaszko oraz Robert Pieczarko – aktywiści z grupy „Czechowiczanie dla Przyrody” wykonali w swoim mieście eksperyment ukazujący jak bardzo nagrzewają się zabetonowane miejsca. Wyniki mówią same za siebie. Różnice w temperaturach obszarów zielonych i zacienionych są wręcz zatrważające. W niektórych pozbawionych zieleni miejscach temperatura przekroczyła… 70 °C. Takiego upału kurtyny wodne nie pokonają.

Wyniki eksperymentu grupy “Czechowiczanie dla przyrody”, źródło:czecho.pl

Brak schronienia przed żarem sączącym się z nieba to jednak nie jedyny skutek betonozy. Gdy już spadnie trochę deszczu – sieci kanalizacyjne często nie są w stanie odprowadzać wód opadowych. W naturze tę funkcję pełnić mają przecież systemy korzeniowe drzew czy po prostu zielone podłoże, których w centrach miast brak. Oprócz przyjemnego cienia w gorące dni czy zapobieganiu podtopieniom, zapewniają nam również czystsze powietrze, ochronę przed promieniowaniem UV i zachowanie bioróżnorodności. Wydawać by się mogło, że korzyści te są wszystkim znane, jednak jak widać nadal zapominają o tym włodarze niektórych miast.

Czy Polacy kochają beton i nienawidzą drzew? Można tak pomyśleć, przyglądając się przemianom polskich miast i miasteczek. Kolejne wyspy miejskiej zieleni padają pod piłami drwali, a zamiast śpiewu ptaków słychać ryk kosiarek i pił. A przecież w obliczu zmieniającego się klimatu zieleni w miastach potrzebujemy jak nigdy dotąd.

– pisał Jan Mencwel w książce „Betonoza. Jak się niszczy polskie miasta”.

Autor pisał o Polsce i Polakach, ale jedno jest pewne – to problem o randze międzynarodowej i potrzebuje rozwiązań nie tylko lokalnych, ale również na dużo większą skalę – by móc “rozbetonować” cały świat. Mimo, że miasta na świecie różnią się od siebie, to tak naprawdę muszą mierzyć się z podobnymi problemami. Jak zapewnić im niskoemisyjny transport? Jak stworzyć przestrzeń przyjazną człowiekowi, ale również dobrą dla środowiska? Czy w ogóle da się połączyć te dwa aspekty?

Niestety jak się okazuje to wszystko nie jest takie proste. Potrzeba przede wszystkim wprowadzenia skutecznych rozwiązań prawnych by uregulować kwestię zieleni miast. A gdyby tak uhonorować w jakiś sposób samorządy, które inwestują w nią w swoich miejscowościach? Albo może tworzyć więcej terenów zielonych wykorzystując instytucje budżetu obywatelskiego?

Właśnie m.in. w celu wzajemnej wymiany doświadczeń, w tym także tych dotyczących walki z betonem w miastach, powstała inicjatywa “Zaprojektujmy miasto na zielono”. W jej efekcie młodzi przedstawiciele sześciu krajów (Polski, Słowacji, Litwy, Grecji, Hiszpanii i Turcji) zgromadzą się od 4 do 10 lipca w Jaworzynce niedaleko Wisły, by wspólnie obmyślić koncepcję działania. Krajobrazy Beskidu Śląskiego mają pozwolić spojrzeć nieco z dystansu (dosłownie i w przenośni) na problemy zatłoczonych aglomeracji. To przecież najmłodsze pokolenie kreować będzie nową wizję świata. I to właśnie im przyjdzie naprawiać zaniedbania powstałe na skutek nierozważnych działań nas wszystkich. Dla lepszej wizualizacji tych celów stworzona zostanie makieta zielonego miasta przyszłości, w którym prym mają wieść rozwiązania prośrodowiskowe. Uczestnicy stworzą również mini podręcznik, w którym opiszą, dlaczego zdecydowali się wdrożyć właśnie te pomysły. Ma być nowocześnie, energetycznie efektywnie, ale też po prostu przyjaźnie –  zarówno dla człowieka jak i dla przyrody.

Przyszli goście już dziś zapowiedzieli, że chcieliby wybrać się na wycieczkę do Żywca, by na własne oczy zobaczyć tamtejsze krajobrazy. Miasto znajduje się w głębokim obniżeniu środgórskim – Kotlinie Żywieckiej – gdzie latem ulgę przynosi chłodne i wilgotne powietrze. Warto dostrzegać miejsca, w których natura samoistnie kreuje człowiekowi dogodne warunki do życia.

Pomimo potrzeby kreowania lepszej przyszłości, już dziś warto zauważać wszelkie próby poprawienia obecnego stanu. Zgodnie z zasadą, że przykład powinien iść z góry, w ubiegłym roku do sadzenia drzew zachęcała Para Prezydencka w ramach ogólnopolskiej akcji #sadziMY. Rozdano milion sadzonek, chętnych nie brakowało. Chociaż jak wiadomo to tylko kropla w morzu potrzeb, to jednak często tego typu przedsięwzięcia pozwalają nagłośnić narastający problem.

Na dołożenie swojej cegiełki zdecydował się także pochodzący z Dąbrowy Górniczej piosenkarz –  Dawid Podsiadło – który niedawno zgromadził na swoim koncercie na Stadionie Śląskim w Chorzowie ponad 50 tys. osób. Promocję płyty “Leśna Muzyka” połączył właśnie z realnym działaniem: Każde 100 płyt, które trafi w wasze ręce, to 50 m2 lasu, który w waszym imieniu posadzimy z fundacją Las na Zawsze. I tak „Leśna Muzyka” zamieni się w prawdziwy, zielony las. Czad!

Czyli drzewa powstają, to nawet nie takie trudne. Ale co z tym betonem? Jak radzą sobie miasta z naszego regionu?

Zostańmy w Chorzowie. Na rynku są palmy, jest i beton. Mimo rewitalizacji przeprowadzonej w 2019 roku to miejsce i tak znalazło się na drugiej pozycji subiektywnego rankingu najgorętszych polskich miast według spidersweb.pl.

Rynek w Chorzowie, Źródło: dziennikzachodni.pl, fot. Olga Krzyżyk

– Chorzów to piękny przykład, bo oto mamy do czynienia nie tylko ze skrajną betonozą, ale jeszcze samochodozą

– czytamy w komentarzu do zestawienia.

Na rynku w Gliwicach było źle pod tym względem. Ale miasto walczy. Właśnie trwa zazielenianie i z dnia na dzień przybywają nowe nasadzenia. W środę (29.06) posadzono 10 platanów klonolistnych, a to jeszcze nie koniec.

Rynek w Gliwicach, źródło: 24gliwice.pl/ŻMS

Sosnowcu rynku brak, ale na uwagę zyskuje sosnowiecka “Patelnia” (Plac Stulecia), a więc jego centralny punkt, świeżo po renowacji. Również wykonano sporo nowych nasadzeń.

Plac Stulecia w Sosnowcu, źródło: MZZL Sosnowiec

Częstochowie z kolei króluje… granitoza. Miasto wyremontowało Plac Biegańskiego jednak mieszkańcy skarżą się, że brakuje tu drzew.

Plac Biegańskiego w Częstochowie, źródło: czestochowa.wyborcza.pl, fot. Grzegorz Skowronek

Tak wygląda część naszego kraju. A jak jest za granicą? Czy inne państwa radzą sobie lepiej czy gorzej od nas to akurat ciężko ocenić. Najważniejsze jednak, że coraz więcej z nich zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa, które sami sobie stworzyliśmy.

Wszechogarniający nas beton to tak naprawdę tylko wierzchołek góry lodowej. Na co jeszcze cierpią polskie miasta?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button